Druga pierwsza randka

Wysoka, szczupła, pełna wysublimowanego piękna. Jej długie, kasztanowe włosy, bajecznie falowały wraz z towarzyszącym uśmiechem tworząc obrazek, od którego nie dało się oderwać wzroku. W duchu uśmiechnąłem się do siebie, słysząc w oddali pomruki nadciągającej burzy. Od razu na wejściu została otulona przyjemnym, ciepłym półmrokiem, jedynym światłem, które dochodziło był blask księżyca uzupełniony o zapach iglaków. Napięcie, w którym żyła od jakiegoś czasu, potrzebowało ujścia a zbliżenie było jednym z najlepszych środków na odprężenie, chociażby na małą chwilę. W momencie, gdy podszedłem bliżej poczułem bardzo delikatny, wręcz ulotny zapach nieśmiałości ze zmysłową nutą pożądania. Jej ciało budziło się i zaczynało żyć 55bf5c0f789c7_Na krawedzi RGB_VII_40X30_580własnym życiem. Delektowałem się narastającym, dobrze mi znanym napięciem, z dłonią muskającą jej gładką, błyszczącą skórę ramion i pleców. Postanowiłem bardzo powoli, ale stanowczo przytulić ją. Takiej męskości oczekiwała. Jej długie paznokcie, trochę bardziej niż mocno, przesuwały się po całej długości moich ramienia, pozostawiając cztery długie, białe rysy. Widziała jak przeszedł przeze mnie dreszcz, zadrgały leciutko mięśnie, jak palce moich dłoni poszukiwały kontaktu z jej dłońmi. Moment, kiedy jej ciało stawało się wrażliwe i wyczulone na bodźce w oczekiwaniu na rozkosz istnienia, wzbudzały we mnie coraz większą męskość. W jednej chwili posłała mi wyzywające, przenikliwie ostre spojrzenie. Stała się czujna i żądna, krew pulsowała jej w żyłach a całe ciało zalewało cudowne ciepło. Jedną ręką trzymając ją w pasie, drugą gładziłem kształty jej ciała w rozkosznie opinających spodniach, a w tym czasie moje usta wędrowały po szyi, karku i dekolcie, smakując językiem jedwabistą skórę. Robiłem to wszystko niespiesznie, ale z taką pożądliwością, że jej oddech stawał się coraz bardziej nieregularny a podniecenie stawało się coraz bardziej nie do opanowania. Czuła mój gorący oddech wszędzie i poddawała mi się z zachłanną satysfakcją, chłonąc z tego jak najwięcej przyjemności, która rozluźniała jej napięte ciało i umysł. Otuliłem swoim ciepły oddechem jej usta, język do tej pory tak delikatny i nieśmiały stał się natarczywy i gwałtowny. Czuła mój smak. Słodki, subtelny i pobudzający zmysły. Wplątałem swoje palce w gęste kasztanowe włosy, przyciągając ją za nie, w rytm naszych nierównych coraz płytszych oddechów. Westchnęła, gdy ustami objąłem najpierw jedną a po chwili drugą pierś, drżała z rozkoszy, gdy osuwałem się powoli, niżej i coraz niżej, coraz bardziej pożądliwy w swej zachłanności. Całowałem, muskałem delikatnie jej wzgórek łonowy, gładziłem palcami wrażliwą skórę wewnętrznej strony ud, drażniłem coraz bardziej pozbawione kontroli zmysły i … wycofywałem się. Miałem świadomość, że dla kobiety, podczas zbliżenia drugim najważniejszym czynnikiem jest skóra, ale na pierwszym miejscu zawsze jest jej umysł, dlatego zniewalałem ją, przejmując kontrolę nad jej doznaniami. Uchylałem przed nią bramy rozkoszy, ale nie pozwoliłem przejść dalej i zatracić się w niej całkowicie, dopóki nie pozna granic bólu i szaleństwa swojego pożądania. Gdy przylgnęła do mojego ciała, aby wchłonąć w siebie moje ciepło, by karmić się żądzami, które jeszcze trzymałem na wodzy, uniosłem ją i delikatnie odwróciłem, aby mogła się oprzeć o barierkę. Szybko i sprawnie pozbyłem się spodni, ciągle nie odrywając od niej wzroku. Świadomość, że jest pożądana, sprawiała, że mogła osiągnąć najwyższe spełnienie, bo tak naprawdę nie kochała się z moim ciałem, ale z duszą, emocjami i namiętnościami.

Pieściłem całe jej ciało, gładząc piersi, brzuch, mierzwiąc włosy, potem wzdłuż wewnętrznych części ud, zakręcając wokół stóp i powracając na zewnątrz ud, wzdłuż żeber, szyi i rozpoczynając cykl od nowa. Kiedy nie mogła już znieść tych pieszczot, kiedy pragnęła rozpaczliwie mocniejszego dotyku, który przyniósłby, chociaż na moment odprężenie i kiedy czułem, że chciała mi to już rozkazać, wykrzyczeć, wybłagać, zamknąłem jej usta pocałunkiem, chłonąc nasze wspólne jęki i westchnienia. Jej dłonie zapalczywie wędrowały po moich plecach, ramionach i karku. Dotyk przy jej centrum dowodzenia wywołał szaleństwo w jej zmysłach, nie była w stanie powstrzymać jęku rozkoszy, gdy nagle, delikatnie, ale zdecydowanie wszedł w jej wilgotne już od dawna wnętrze i zatrzymałem się… pozwoliłem jej rozluźnić się, nie miała pojęcia, że aż tak spięła się w oczekiwaniu. Oderwała się od moich ust i utkwiła w nich swe zamglone oczy, pełne błagalnego szaleństwa, żeby wreszcie spełnił obiecaną rozkosz. Mocno, chciwie, zawłaszczyłem ją całym sobą a ona dała się ponieść fali rozkoszy. Świat przestał istnieć, wszystko tańczyło wraz z nią na fali uniesienia, z każdym pchnięciem zatracała się coraz bardziej a moje rozkoszne pojękiwania i mruczenie dodatkowo ją stymulowało. Podarowałem jej rozkosz, o której już dawno zapomniała, a kiedy w końcu pozwoliłem jej na spełnienie, nie mogąc zapanować nad własnym pożądaniem i pragnieniem, oddałem całego siebie.

One thought on “Druga pierwsza randka

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s