Obudź się

Cartoon illustration of bizarre long arm slapping face

Prawdopodobnie większość z nas miało w życiu taki moment, kiedy coś poszło nie tak. W moim przypadku chyba wszystko poszło nie tak, a na pewno popełniłem trylion błędów, które jak kostki domina wywołały fale pretensji i niezadowolenia.

Nie było niczego romantycznego w naszym poznaniu, nie było grzmotów z nieba, jej włosów nie rozwiewał wiatr w efekcie slow motion, nie uratowałem jej z rąk oprawcy, ani takie tam. Poznaliśmy się w autobusie. Byłem tak zapatrzony w jej złote oczy, że zapomniałem skasować biletu, który trzymałem w dłoni. Wszystko byłoby super gdyby nie kontrola biletów na kolejnym przystanku. W jednej chwili zaświeciły mi się wszystkie zwoje pod moja bujnął czupryną słysząc za pleców magiczne „poproszę bilecik” Po całej sytuacji podeszła dziewczyna, w którą tak bardzo wpatrywałem się. Wiedziała, że jej oczy zatrzymały czas. Wiedziała, że była „winna” całej sytuacji <uśmiech> Po krótkiej chwili konwersacji przeszedł mnie dziwny dreszcz zmieszany z kłuciem w przeponie. Najpierw myślałem, że to, dlatego, że dostałem ten durny mandat jednak… Zrozumiałem, że zwyczajnie jestem głodny! Niespecjalnie licząc na wyraz chęci, zabrałem Magdę na obiad. Poszliśmy w trójkę. Ja, ona i pieprzony mandat.

Pierwszy szok przeżyłem wieczorem tego samego dnia. W celu rozładowania napięcia postanowiłem włączyć sobie film z kategorii sensual porn. Chciałem się odprężyć i wyładować buzujące napięcie w moich gaciach. Tym razem było jakoś inaczej. Nie mogłem skoncentrować się na filmie.  Wtedy zrozumiałem, że wyobrażać sobie, a posiadać to zajebista różnica. Nie zastanawiając się długo wybrałem numer do Magdy i zadzwoniłem do niej. Zadzwoniłem, żeby zaprosić ją na przysłowiowego drinka. Gadaliśmy dobre trzy godziny przez telefon. Od planów na przyszłość po ulubione kolory i alergie. Słuchałem o jej uczuleniu na mleko i śliwki, a pod bujnął czupryną zaczynało rodzić się coś, na co nie miałem wpływu. Spotkaliśmy się następnego dnia.

Przez 9 miesięcy wkochiwaliśmy się w siebie jak dwa zakochane kundelki. W pewnym momencie czułem, że dostałem to, czego mi w życiu szczerze brakowało. Spędzaliśmy ze sobą mnóstwo czasu. Myślałem o niej nieustannie. Przynosiłem małe bukieciki polnych kwiatów kupowane od jakichś babć, co to rozsiadają się na chodnikach jakby były ich własnością. Dotykałem jej włosów, całowałem nos, drapałem po brzuchu i plecach, nosiłem na rękach, przygotowywałem kolacje niespodzianki i relaksacyjne kąpiele. Zapomniałem jeszcze o wielogodzinnym łażeniu po sklepach i masowaniu jej wśród świec. Magda nigdy nie była kobietą, która czegoś wymagała. Zawsze cieszyło ją wspólne spędzanie czasu razem, tak po prostu. Była dobra i kochana. Do tego łóżko. Jak to się mówi – miała temperament i potencjał, który doprowadzał mnie do szaleństwa.

Któregoś dnia pojechałem do mamy po gołąbki, wtedy miał miejsce kluczowy moment w moim życiu. Doszedłem do wniosku, że ta kobieta będzie matką moich dzieci. Powiedziałem jej o tym, jak tylko wróciłem do domu. Nigdy nie widziałem tak szczęśliwej kobiety. Stała w jakiejś pogniecionej koszulce, moich bokserkach, z ziemniakiem w ręku płacząc wzruszona. Czułem się naprawdę szczęśliwy . Normalnie eldorado, orgazm, milion w totka i takie tam inne. Wszystko było by na swoim miejscu gdyby nie wkradła się do mojego życia pieprzona pewność siebie. Wydawało mi się, że skoro już wszystko ustaliliśmy, w sensie, że mamy wybrane imiona dla dzieci, meble do kuchni i wiemy, że chcemy być ze sobą do końca świata, to wszystko będzie ok. Kąpiele zamieniłem na szybkie prysznice, a spacery na siedzenie przed telewizorem. Gdzieś się pochowały namiętności, skoro pralka znów spełniała w domu tylko funkcję pralki, a program wirowania miał za zadanie dobrze odwirować moje gacie. Zaczęły się kłótnie, płacz, awantury i trzaskanie drzwiami. Ja mówiłem, że ona mnie nie słucha, ona, że nic do mnie nie dociera. Kłóciliśmy się, godziliśmy i tak z 16 razy. 16 razy mnie zostawiła i 16 razy do mnie wracała. Ja obiecywałem, a i tak jakoś mi się nie chciało. Wiedziałem, że i tak wróci. Nie musiałem jej rozumieć, bo miałem pewność, że tak będzie.

Pewnego pięknego dnia Magda też przestała się starać. To było równy rok temu. Wróciłem do domu, siedziała na kanapie, spakowana w walizki z doniczką, z kasztankiem na kolanach. Założyliśmy się kiedyś, że ona wyhoduje drzewo z owocu kasztana, ona będzie o nie dbała, a ja je zasadzę, jak Magda urodzi mi syna. Kasztanek rósł sobie w kuchni na parapecie i jako jedyny nie dawał za wygraną.Spojrzała na mnie tymi swoimi zapłakanymi ślipiami i powiedziała, że jej też już jest wszystko jedno. Przyznam, że nie byłem na to przygotowany. Lubiłem te nasze kłótnie i późniejsze godzenie się, lubiłem ją zapłakaną i taką bezbronną.

Po Magdzie ratowałem się jakimiś kobietami, ale to były tylko kolejne kamienie, które za każdym razem dowiązywałem sobie do nogi…

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s